Iskierka nadziei – Anna Szczęsna

NA PÓŁCE „PRZECZYTANE” – 18.12.2019

Wydawnictwo: Kobiece
Data wydania: 13 listopad 2019
ISBN: 978-83-66436-26-8
Liczba stron: 368

Kolejną świąteczną powieścią na jaką się skusiłam w tym roku jest „Iskierka nadziei” Anny Szczęsnej. Cudnie wydana nakładem Wydawnictwa Kobiecego przyciąga wzrok i zaprasza aby się z nią zaznajomić. W tak pięknej oprawie musi kryć się przecież równie zachwycająca historia. I rzeczywiście…
„Iskierka nadziei” idealnie wpisuje się w klimat Bożego Narodzenia i na pewno będzie uroczym gwiazdkowym prezentem dla każdego, kto lubi ciepłe, rodzinne, nieco baśniowe opowieści, w których marzenia się spełniają, a o cuda wystarczy zwyczajnie poprosić.
Jest zima, niebawem nadejdą święta. W tym wyjątkowym czasie poznajemy Monikę Dzięcioł, która samotnie wychowuje 11-letniego Tomka. Jej życie to przede wszystkim praca zawodowa, dzięki której może zapewnić sobie i synowi proste życie. Nieduże dwupokojowe mieszkanie po babci wystarcza dla ich małej rodziny, ale już czasu na zajmowanie się synem niestety często brakuje. Tomek jest zaradnym, mądrym i wyrozumiałym młodym człowiekiem. Jego więź z matką jest niezwykle silna, a Monika stara się wychowywać syna najlepiej jak tylko potrafi, choć często ma wyrzuty sumienia, że poświęca chłopcu zbyt mało czasu. Tomek często przebywa sam w domu, stara się pomagać w codziennych obowiązkach, sprząta, czasem nawet przygotowuje obiad dla siebie i mamy. W jedno z takich samotnych zimowych popołudni Tomek odwiedza ogródki działkowe, gdzie uwielbia obserwować ptaki.Tam spotyka pewną starszą kobietę, która zaprasza go do swojego domku i częstuje zupą. Empatia i dobre serce Tomka nie pozwala mu zapomnieć o tajemniczej staruszce, tym bardziej, że mieszkanie na działkach podczas siarczystych mrozów jest niebezpieczne. Dzięki chłopcu Iskierka – bo tak postanowił nazywać nowo poznaną kobietę, znajduje schronienie i życzliwość w domu Dzięciołów. Pojawienie się Iskierki to jednak dopiero początek niespodzianek jakie przygotował dla bohaterów los.
Zapewniam, że z każdą kolejną stroną robi się coraz ciekawiej, pojawiają się nowe osoby, których ścieżki w zaskakujący sposób krzyżują się z poznaną już rodziną. Tajemnicza przeszłość starszej pani powoli wychodzi z cienia, a w rozwiązanie jej osobistych problemów mocno zaangażowana jest właśnie Monika. Tomek pragnie odnaleźć w Iskierce swoją własną babcię, której nigdy nie miał, podczas gdy los niespodziewanie stawia na jego drodze Magdę – bratnią duszę – przyszywaną siostrę, o jakiej nawet nie śmiał marzyć…
„Iskierka nadziei” bardzo przypadła mi do gustu. Dzięki tej niesamowicie klimatycznej opowieści możemy naprawdę uwierzyć w cuda. Dzięki tej historii mamy szansę poznać niezwykłego chłopca o ogromnym sercu, dla którego najważniejsze jest dobro drugiego człowieka. Dzięki tej powieści towarzyszymy zagubionej starszej pani, która sama nie potrafi zawalczyć o siebie i postawić się bezdusznemu synowi. Ta książka pokazuje, że nie ma sytuacji bez wyjścia, a wśród obcych ludzi są prawdziwie dobre dusze, które nie zostawią bliźniego w potrzebie. Trzeba tylko ufać, że mała iskierka nadziei nigdy nie gaśnie i może stać się prawdziwym zarzewiem dobra. A czynione dobro wraca do nas w dwójnasób.
Kilka lat temu miałam przyjemność przeczytać „Myśl do przytulania” Anny Szczęsnej i do tej pory pamiętam tę nietuzinkową opowieść o pewnej nauczycielce z Podlasia. Teraz autorka podarowała swoim czytelnikom zupełnie nową i odmienną historię, która jednak ma w sobie coś charakterystycznego, osobliwego, co pozwoli jej pozostać na dłużej w naszej pamięci. Odpowiada mi styl i język jakimi posługuje się pani Anna, sam przekaz emocji również wypadł bardzo dobrze. Na pewno z przyjemnością sięgnę po kolejną opowieść autorki.
Jestem naprawdę zaskoczona, że pośród tylu świątecznych powieści trafiłam na tak ciekawą i w gruncie rzeczy nieszablonową historię. Co prawda sam epilog opowiadający w skrócie o wydarzeniach kolejnego roku w życiu bohaterów zupełnie mi się nie spodobał. Mdły i przewidywalny do bólu, jak dla mnie totalnie zbędny. Wolę o nim po prostu zapomnieć i udać, że nie wiem, co wydarzy się przez następny rok.
Jeśli macie ochotę na obyczajową opowieść, w której dobro zwycięża nad złem, a świąteczny czas sprzyja dokonywaniu się cudów, to „Iskierka nadziei” będzie dobrym wyborem. Polecam serdecznie.

Książka bierze udział w wyzwaniach:
 CZYTAMY NOWOŚCI; POD HASŁEM; ŁÓW SŁÓW;
PRZECZYTAM TYLE, ILE MAM WZROSTU;

 

Awesome. Księga małych cudowności – Neil Pasricha

NA PÓŁCE „PRZECZYTANE” – 14.12.2019

Tłumaczenie: Malwina Maria Stopyra
Tytuł oryginału: The Book of Awesome
 Wydawnictwo: Filia
Data wydania: 30 październik 2019
ISBN: 978-83-8075-919-0
Liczba stron: 464

„Awesome” kanadyjskiego autora Neila Pasrichy znana także jako Księga Małych Cudowności stała się międzynarodowym bestsellerem. W połowie listopada wydawnictwo Filia zdecydowało się zaproponować tę optymistyczną książkę polskim czytelnikom, co moim zdaniem było bardzo dobrym posunięciem.

Książka powstała na podstawie wpisów internetowych autora, który jakiś czas temu stworzył własną stronę, a właściwie blog o nazwie 1000awesomrthings.com czyli 1000 Cudownych Rzeczy. Neil Pasricha poszukuje zwyczajnych momentów w codziennym życiu, które mogą dać człowiekowi szczęście i radość w najwyższym wymiarze. I nie chodzi tu o jakieś spektakularne działania, czy spełnianie niezwykłych marzeń. Autor poszukuje w swojej codzienności pozornie prostych i zwyczajnych rzeczy, zachowań, gestów, które jemu wydają się CUDOWNE. Dzieli się swoimi przemyśleniami o tym, co jemu przynosi radość mając nadzieję, że podobne odczucia w danym momencie mają także inne osoby. Małe Cudowności zdają się być bardzo uniwersalne, a problem polega jedynie na tym, aby je odnaleźć.

„Awesome” uczy nas, czytelników, doceniania drobnych szczęśliwości, jakie stają się naszym udziałem w codziennym życiu. Bo przecież tak niewiele trzeba, aby poczuć się szczęśliwym…

Książka napisana przez człowieka zza oceanu nie w pełni przystaje do naszej polskiej rzeczywistości. Niektóre opisane sytuacje u nas raczej nie występują, ale wiele z przemyśleń autora wpisuje się idealnie w życie każdego z nas. Tych drobiazgów bardzo często na co dzień nie zauważamy, jeszcze częściej nie doceniamy, ale Małe Cudowności są, istnieją by poprawiać nam humor i sprawiać radość. Czytając „Awesome” dowiecie się np. dlaczego taka cudowna jest druga strona poduszki, przypomnicie sobie jak to jest, gdy podczas popularnej gry w Business ktoś stanął na Waszym polu zabudowanym hotelem, docenicie pierwszą noc w świeżo zmienionej, czystej pościeli, czy chodzenie boso po piaszczystej plaży albo podziękujecie komuś za nakrycie kocem podczas popołudniowej drzemki. Prawda, że to nic wielkiego?… A jednak…

Wydawca zapowiadał, że ta najpogodniejsza książka świata jest skarbnicą pozytywnej energii. I muszę się z tym zgodzić w stu procentach. Lektura „Awesome” poprawia nastrój, wywołuje uśmiech na twarzy, odpręża i jednocześnie uczy doceniać i zauważać drobiazgi. Warto po nią sięgnąć choćby po to, by szeroko otworzyć oczy na otaczający nas świat, by zmienić nieco podejście do życia albo zwyczajnie sprawdzić w czym różnimy się od Amerykanów. „Awesome” można czytać za jednym podejściem od początku do końca, ale jej lekturę możemy też rozłożyć sobie na kilka dni albo dozować ją w dłuższym okresie kiedy tylko przyjdzie nam ochota. To książka, którą możemy czytać na wyrywki, nie po kolei, a i tak jej lektura naładuje nas pozytywnie na kolejne dni.

Na pewno jest to książka nietuzinkowa, niesztampowa i z przyjemnością ustawię ją na półce z kategorią „inne niż wszystkie”.

Jestem bardzo wdzięczna wydawnictwu za zapewnienie mi tak niecodziennej porcji relaksu.

Sięgnijcie po „Awesome”, a przekonacie się sami.

 

Książka bierze udział w wyzwaniach:
 CZYTAMY NOWOŚCI; POD HASŁEM;
ŁÓW SŁÓW;
PRZECZYTAM TYLE, ILE MAM WZROSTU;

Rozmerdane święta – Agnieszka Olejnik

NA PÓŁCE „PRZECZYTANE” – 13.12.2019

Wydawnictwo: Kobiece
Data wydania: 13 listopad 2019
ISBN: 978-83-66436-23-7
Liczba stron: 336

W tym roku mamy prawdziwy wysyp świątecznych opowieści, które mają za zadanie wprowadzić nas w klimat i nastrój towarzyszący Bożemu Narodzeniu. Pięknie wydane już z daleka przyciągają wzrok i mogą stać się prześlicznym gwiazdkowym prezentem. „Rozmerdane święta” Agnieszki Olejnik to właśnie jedna z takich książek, obok której nie sposób przejść obojętnie. Sterczące uszki, nieco smutny szczenięcy pyszczek i mądre psie oczy wpatrujące się w nas z zimowej okładki są w stanie skraść serce każdemu, kto choć trochę lubi zwierzęta.

Olgierd – polonista, nauczyciel w szkole podstawowej, Sara – przyjaciółka, nauczycielka wf uwikłana w romans z żonatym mężczyzną, Krystyna – nadopiekuńcza matka Olusia, wdowa, sprzedawczyni ze sklepu z galanterią skórzaną, Stanisław – właściciel sklepu, którego opuściła żona oraz Małgorzata – samotna matka nie w pełni sprawnego ruchowo Marcina, który jest uczniem Olgierda i oczywiście, a może przede wszystkim Ziyo – mały, wychudzony szczeniak, którego Oluś znajduje w pojemniku na śmieci. Oto cała plejada intrygujących postaci, które przede wszystkim zabierają głos w tej opowieści. Wszyscy Ci bohaterowie dzielą się z nami swoim spojrzeniem na wykreowaną rzeczywistość, to dzięki nim wyrabiamy sobie własny, bardzo obiektywny pogląd na przedstawione sytuacje. Dosyć szczegółowo poznajemy ich charaktery i podejście do życia. Każda z postaci snuje swoją własną opowieść, a wszystkie te historie łączy miejsce, czas i świąteczny klimat. Co więcej… poznajemy także „rozmerdane” przemyślenia małego Ziyo, który staje się rozbrajającym psim narratorem.

„Rozmerdane święta” to opowieść wielotorowa. Słodko – gorzka historia ze sporą dozą humoru utrzymana w świątecznym klimacie. Minus jest tylko taki, że niestety jak dla mnie była ona zdecydowanie za krótka. Z pewnością można było bardziej rozwinąć niektóre wątki (np. mieszkającej za granicą Judyty), a tak pozostał pewien niedosyt. Po lekturze powieści Camerona z cyklu „Był sobie pies” byłam bardzo ciekawa przemyśleń Ziyo i jego psiego odbioru zupełnie nieznanej „ludzkiej” rzeczywistości. Tym bardziej, że szczeniak nie był zwyczajnym kundelkiem, miał sporo problemów, a jego życie było zagrożone. Psia narracja jednak nie do końca mi się podobała. Zabrakło mi takiego umiejętnego wczucia się w psią psychikę i odmalowania słowem pomerdanego świata, jak to miało miejsce w powieściach amerykańskiego autora.

Przyznaję, że lubię pióro pani Agnieszki Olejnik, jej książki zawsze świetnie mi się czyta. Są to zazwyczaj niebanalne historie, które skłaniają do przemyśleń i tzw. czytania między wersami. W „Rozmerdanych świętach” także znajdą się takie fragmenty, a lektura powieści sprawia dużą przyjemność. Pomimo, że autorka raczej mnie nie zaskoczyła i rozwój wydarzeń bez trudu mogłam przewidzieć, to psia historia o Ziyo oraz jego nowej rodzinie zostawiła w mojej pamięci niezatarty ślad. Wprowadzając do narracji psiego bohatera autorka sprawiła, że jej opowieść nabrała nieco innego wymiaru. Jest to pewna nowość, za co należy się duży plus.

Jeśli poszukujecie nieco innej od pozostałych świątecznej historii z małym, problemowym szczeniakiem w tle to skuście się na książkę Agnieszki Olejnik „Rozmerdane święta”. Pięknie wydana, ciekawie napisana będzie udanym gwiazdkowym upominkiem.

Za możliwość przeczytania tej historii dziękuję

Książka bierze udział w wyzwaniach:
 CZYTAMY NOWOŚCI; POD HASŁEM; ŁÓW SŁÓW;
PRZECZYTAM TYLE, ILE MAM WZROSTU;