Daleko, coraz bliżej – Alex Schulman

NA PÓŁCE „PRZECZYTANE” – 13.05.2021

Wydawnictwo: Muza
Data wydania: 12 maj 2021
ISBN: 978-83-287-1677-3
Liczba stron: 320

RECENZJA PREMIEROWA

Dziś przychodzę do Was z recenzją premierową powieści „Daleko, coraz bliżej” szwedzkiego pisarza i dziennikarza Alexa Schulmana. Jej lektura była dla mnie prawdziwą ucztą literacką. Jednak, żeby móc się przekonać o prawdziwej wartości tej historii, trzeba ją w skupieniu przeczytać do samego końca.

Nils, Benjamin i Pierre to trzej bracia, którzy chcą spełnić ostatnią wolę swojej zmarłej matki. Jadą do letniego domu nad jeziorem, gdzie w dzieciństwie spędzali wakacje, aby wśród drzew, nad wodą rozsypać jej prochy. Droga zabiera sporo czasu, więc panowie mają czas na wspomnienia i analizę pewnych bolesnych wydarzeń z przeszłości. To tam, w lesie nad jeziorem, miały miejsce tragiczne w skutkach zdarzenia, które przed dwudziestu laty naznaczyły na zawsze losy ich rodziny. Uciekając przed przeszłością żaden z braci przez te lata nie odwiedził letniego domu, starając się wyprzeć z pamięci dawne wydarzenia. Teraz jednak, pragnąc wypełnić prośbę matki, mężczyźni muszą na nowo stawić czoła demonom przeszłości. Jak to się odbije na ich braterskiej relacji przeczytacie w książce, która na pewno nie raz Was zaskoczy.

W powieści „Daleko, coraz bliżej” autor kreśli szczegółowy portret szwedzkiej rodziny, ukazuje więzy łączące rodziców i ich relacje z dziećmi. Skupiając się na płaszczyźnie psychologicznej, charakterach i odczuciach bohaterów Alex Schulman tworzy realistyczny obraz przedstawionego świata. Tym niemniej początkowo nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że to jakaś dziwaczna rodzina. Z jednej strony niby normalna, ale przejawiająca pewne skłonności do zachowań patologicznych. Rodzice niby opiekują się dziećmi, wyznaczają im pewne granice, ale tak naprawdę niewiele ich obchodzi, co dzieje się z chłopcami, gdzie się podziewają. Brakuje w tej relacji odpowiedzialności dorosłego za dziecko. Podejście opiekunów jest momentami tak zadziwiające, że wręcz niewiarygodne. Chłopcy nieustannie muszą zabiegać o miłość, zainteresowanie i dobre relacje. Często rywalizują ze sobą, dochodzi do bójek, przepychanek. Gdzieś tam rodzi się żal, pretensja i mamy wrażenie jakbyśmy wciąż balansowali na ciejiutkuej granicy pomiędzy miłością i nienawiścią. A mimo to więź łącząca rodzeństwo jest nadspodziewanie silna i zdaje się wygrywać w starciu z zagrożeniem i niebezpieczeństwem.

Forma powieści to przeplatające się dwie płaszczyzny wydarzeń, które chwilami mogą nieco utrudniać lekturę. Dlatego tak ważne jest skupienie na treści. Niektóre istotne fakty pojawiają się jakby mimochodem i łatwo je przeoczyć. Co ciekawe czas teraźniejszy przeplata się że wspomnieniami, ale wydarzenia obecne biegną wstecz. Taka konwencja pozwala z jeszcze większą niecierpliwością śledzić kolejne zdarzenia. Ale tak naprawdę dopiero zakończenie jest dopełnieniem całości, to dzięki niemu cała opowieść nabiera ostatecznego sensu i znaczenia.

Autor przedstawił nam dogłębną analizę psychologiczną postaw bohaterów, pokazał wpływ traumatycznych wydarzeń na każdego członka rodziny oraz sposób radzenia sobie z żałobą, traumą i stratą. Lektura powieści budzi sporo emocji. Ale są to przede wszystkim smutek, żal, współczucie, rozgoryczenie i… niedowierzanie, a dopiero pod koniec gdzieś tam nieśmiało zaczyna rodzić się nadzieja. Pomimo tych niewesołych uczuć lektura nie jest na szczęście ani dołująca, ani przygnębiająca. Raczej zmusza do przemyśleń i wyciągania wniosków.

Muszę przyznać, że dawno nie czytałam tak problematycznej historii, którą trudno jednoznacznie ocenić. Mogę śmiało napisać, że jest to naprawdę dobra książka, która wnosi do naszego życia pewne wartości, a jej lektura zapadnie w pamięci na długo. Osobiście jestem nią zafascynowana. Jeśli zatem oczekujecie od lektury czegoś więcej, to „Daleko, coraz bliżej” jest właśnie dla Was. Polecam serdecznie.

Za książkę dziękuję serdecznie wydawnictwu

Książka bierze udział w wyzwaniach:
POD HASŁEM; ZATYTUŁUJ SIĘ 4;
PRZECZYTAM TYLE, ILE MAM WZROSTU;

Wianek z lawendy – Agnieszka Olejnik

NA PÓŁCE „PRZECZYTANE” – 10.05.2021

Wydawnictwo: Filia
Data wydania: 5 maj 2021
ISBN: 978-83-8195-456-3
Liczba stron: 384

Przez ostatnie trzy wieczory delektowałam się lekturą przepięknej opowieści o poszukiwaniu szczęścia pośród malowniczych krajobrazów Prowansji. Do tych uroczych miejsc zabiera nas Agnieszka Olejnik w swojej najnowszej powieści obyczajowej „Wianek z lawendy”. Książka miała swoją premierę przed kilkoma dniami, więc bez problemu znajdziecie ją w księgarniach. Wydawnictwo Filia zadbało też o cudną okładkę z lawendą i olejkami, które zdają się przyciągać swoim delikatnym zapachem. Obok tej powieści nikt nie przejdzie obojętnie…

Berenika Sorel od kilkunastu lat zajmuje się swoją chorą mamą. Postępujące schorzenie neurologiczne atakujące mózg kobiety sprawia, że pani Alicja staje się zupełnie inną osobą. Berenika całkowicie podporządkowuje swoje życie mamie. Oprócz opieki nad chorą dziewczynę zajmuje tylko praca zdalna, którą może na szczęście wykonywać w domu oraz spotkania z Halinką – jedyną przyjaciółką jeszcze ze szkolnych lat. Odnowienie kontaktów z Jakubem – licealnym kolegą, dziś uznanym neurologiem, sprawia, że monotonne życie Bereniki powoli nabiera kolorów. Mama jednak staje się coraz bardziej nieobecna, pogrążona w świecie wspomnień z młodości, którą spędziła w Prowansji. Stamtąd pochodził ojciec Bereniki, tam też Alicja pozostawiła swoje serce. Przeszłość matki staje się dla bohaterki zagadkowa i tajemnicza, a strzępki informacji rzucają zupelnie nowe światło na przeszłość rodziny. Aby połączyć wszystkie elementy tej skomplikowanej układanki, poznać skrywane głęboko sekrety i dotrzeć do prawdy Berenika decyduje się wybrać do Francji, aby tam, na miejscu, odnaleźć ślady związane z matką i rodziną Sorelów…

Powieść urzekła mnie pod każdym względem. Ciekawa i intrygująca fabuła, akcja podążająca sprawnie do przodu, interesujący i charakterystyczni bohaterowie i ten niepowtarzalny klimat prowansalskiej prowincji. Berenika kupiła mnie swoją dobrocią, opiekuńczością i poświęceniem. Halinka ożywiała tę opowieść wrodzoną wesołością, optymizmem i gadatliwością, a Jakub potrafił ofiarować Berenice prawdziwą bezinteresowną przyjaźń. Cała trójka bardzo dobrze czuła się w swoim towarzystwie i była dla siebie wsparciem w trudnych momentach. Wśród nich czułam się jak w grupie najlepszych przyjaciół.

Klimatyczna Prowansja, małe sielskie miasteczka, winnice i plantacje lawendy oczarowały mnie bez reszty. Autorka tak sugestywnie opisała ten zakątek Francji, że zachęciła mnie do podróży w tamte rejony Europy. Przyznaję, że lawendowe plantacje i rozległe winnice to niewielki fragment całej historii, ale wystarczający by zatęsknić lub zaintrygować się tym miejscem.

Przyjaźń korespondencyjna pomiędzy Jakubem i Luizą przepełniona osobistymi przemyśleniami, rozterkami, radościami i smutkami dodaje opowieści smaczku i przywołuje na myśl czasy, które już odeszły w przeszłość. Bo kto dziś, w dobie elektronicznych maili i internetu, korzysta z tradycyjnej listownej formy. Toż to przeżytek… A mnie aspekt ten zachwycił i przywołał wspomnienia.

Agnieszka Olejnik skupiła się w swojej powieści na stosunkach rodzinnych, poszukiwaniu szczęścia oraz przełamywaniu barier i własnych słabości. Razem z bohaterami uczymy się wychodzenia miłości na przeciw, wiary we własne możliwości oraz zaufania drugiej osobie. To wszystko sprawia, że nasze życie może stać się lepsze, piękniejsze, szczęśliwsze. Istotnym tematem jest również żal i pustka po stracie ukochanej osoby, żałoba, którą trzeba przeżyć oraz nowy początek, na który należy się otworzyć.

Gdybym miała znaleźć jakieś minusy, to szczerze powiem, że trudno je dostrzec. Nie podobały mi się podchody Jakuba, kiedy uświadomił sobie swoje uczucia względem Bereniki. Wypadło to trochę sztucznie i nie do końca mnie przekonało.

„Wianek z lawendy” to bardzo przyjemna historia, która zapada głęboko w pamięć. Książkę czyta się szybko i z zainteresowaniem. Decyzje bohaterów i odkrywane tajemnice rodzinne zmuszają do przemyśleń. Czasem warto postawić się w sytuacji literackiej postaci, przeanalizować jej błędy i wyciągnąć wnioski. Dlatego jeśli tylko macie ochotę na prowansalskie klimaty, rodzinne sekrety, prawdziwą przyjaźń i sporą dawkę emocji to koniecznie rozejrzyjcie się za prowansalską powieścią Agnieszki Olejnik. Dowiecie się też co oznacza wianek z lawendy zawieszony na drzwiach domu. Polecam serdecznie. Tej książce warto poświęcić jej swój czas i uwagę.

Za książkę dziękuję wydawnictwu

Książka bierze udział w wyzwaniach:
POD HASŁEM;
PRZECZYTAM TYLE, ILE MAM WZROSTU;

Teraz Cię rozumiem, mamo – Antologia

NA PÓŁCE „PRZECZYTANE” – 05.05.2021

Wydawnictwo: Muza
Data wydania: 5 maj 2021
ISBN: 978-83-287-1643-8
Liczba stron: 384

OPOWIEM CI CÓRECZKO… – RECENZJA PREMIEROWA

Czas tak szybko biegnie, dopiero był Nowy Rok, a dziś już mamy maj i za chwilę będziemy świętować Dzień Matki. Jest to na tyle ważne święto, że obchodzi się je w niemal każdym zakątku świata. Może przybierać różnorodne formy, obchodzone jest w różnych datach, ale najczęściej jest ruchome i przypada na drugą niedzielę maja. U nas jest to stała data (26 maja), którą w tym roku możemy uczcić w szczególny sposób. Z myślą o mamach lubiących czytać Wydawnictwo Muza wraz z naszymi poczytnymi autorkami przygotowało szczególny zbiór opowiadań o bardzo wymownym tytule „Teraz Cię rozumiem, mamo”. Książka właśnie dziś ma swoją premierę. Chcę Wam o niej opowiedzieć nieco więcej. Być może w ten sposób nasze mamy otrzymają przepiękny upominek z okazji ich święta.

„Teraz cię rozumiem, mamo” to zbiór ośmiu interesujących opowiadań o skomplikowanych relacjach matek i córek, które starają się ocieplić łączące je stosunki i odnaleźć drogę do swoich serc. Żale, pretensje, lęki, choroby, skrywane przez lata tajemnice oraz przemilczenia, czyli po prostu samo życie staje w szranki z miłością, opiekuńczością i oddaniem, czyli nierozerwalną więzią, jaka może połączyć tylko matkę i dziecko, a w tym wypadku matkę i córkę. Różnica pokoleń, inne spojrzenie na świat, różny stopień doświadczenia, a także odmienne charaktery sprawiają, że relacje łączące matkę i córkę stają się często bardzo skomplikowane. Matka może być najlepszą przyjaciółką córki, ale zdarza się, że staje się jej największym wrogiem…

„Nie wiesz wszystkiego” Magdaleny Witkiewicz to opowieść o tym, że historia lubi się powtarzać, a następne pokolenie często nieświadomie powiela błędy swoich rodziców. Piękne opowiadanie, z którego każdy powinien wysnuć własne wnioski. Fabuła z powodzeniem mogłaby posłużyć za temat rozbudowanej powieści psychologicznej, bądź obyczajowej. Żal, że to tylko 40 stroniczek.

„Kruchość” Agnieszki Krawczyk to opowieść o kobiecie, na której ustabilizowanym i pozornie szczęśliwym życiu odciska swoje piętno tragedia sprzed lat. Trauma przeniesiona z matki na córkę nie pozwala młodej kobiecie zaznać pełni szczęścia. Przychodzi czas aby zmierzyć się z przeszłością i wyjaśnić rodzinne tajemnice.

„Twoja Emi” Agnieszki Lingas-Łoniewskiej wzrusza i chwyta za serce. Nadopiekuńcza mamuśka, która traktuje swoją dorosłą córkę jak kilkulatkę, skrywa w swoim sercu sekret, którym nie jest w stanie podzielić się z własną córką. A tymczasem „rodzicielstwo to olbrzymie wyzwanie, wyrzeczenie, ryzyko, odpowiedzialność. Nieustające kompromisy i przedkładanie dobra dziecka nad własne.”

„Sekret” Nataszy Sochy to zaskakująca historia o rodzinnej tajemnicy dotyczącej narodzin dziecka, która wychodzi na jaw w obliczu śmiertelnego niebezpieczeństwa. Jak zareaguje dorosła dziewczyna na to, że przez lata żyła w kłamstwie?… Czy zdoła wybaczyć?…

„Listy z przeszłości” Ilony Gołębiewskiej to kolejne emocjonujące opowiadanie, z którego można byłoby stworzyć przepiękną i głęboką powieść obyczajową. Ta historia chyba najbardziej mnie wzruszyła, w pewnej chwili nawet łezka zakręciła mi się w oku. Jakże często tragiczne wydarzenia, złe decyzje i brzemienne w skutki konsekwencje sprawiają, że życie staje się nie do zniesienia. O tym wszystkim opowiada matka w swoich listach do ukochanej córki.

„Wstań Jadźka” Magdaleny Knedler to opowiadanie wspomnieniowe. Jak wojna, okupacja, upadek powstania, obóz może zmienić ludzi, przewartościować cały świat i odcisnąć swoje piętno na późniejszym życiu przekonała się bohaterka tej opowieści. Czy córce uda się zrozumieć swoją matkę?…

„Dom w lesie” Małgorzaty Wardy to opowiadanie, które mocno zapada w pamięć. Samotna matka wychowująca dziecko w bieszczadzkiej głuszy, z dala od ludzi i cywilizacji z jednej strony zasługuje na potępienie, z drugiej zaś na zrozumienie, a nawet podziw. Historia bardzo kontrowersyjna, ale też dająca wiele do myślenia…

„Kocyk w misie” Sabiny Waszut to kolejna opowieść warta rozbudowania. Lekarz neonatolog walcząca o każde malutkie życie, o każdą najmniejszą istotkę zasługuje na najwyższe uznanie. Jej praca to powołanie i służba, pasja i miłość. A jednak doktor Monika ratująca tyle maluchów nie decyduje się na macierzyństwo…

Wszystkie te opowiadania generują trudne emocje. Wzruszają, dają do myślenia i sprawiają, że staramy się zrozumieć. Przez pryzmat tych historii możemy spojrzeć na własne relacje z mamą, z córką. Może warto w nich coś zmienić, może przydałoby się coś poprawić, albo po prostu pomyśleć i docenić to, co posiadamy.

Mam nadzieję, że udało mi się zachęcić córki, do podarowania „Teraz Cię rozumiem, mamo” swoim rodzicielkom z okazji ich święta. Jeśli tylko Wasze mamy lubią czytać, odnajdą w tej antologii jakąś cząstkę siebie. A po skończonej lekturze być może zaproponują książkę córce, która przecież także już jest lub kiedyś będzie matką.

„Teraz Cię rozumiem, mamo” to idealny pomysł na ciekawy i nietuzinkowy upominek, który sprawi przyjemność najbliższej nam osobie. Polecam serdecznie.

Za egzemplarz książki dziękuję wydawnictwu

Książka bierze udział w wyzwaniach:
POD HASŁEM;
PRZECZYTAM TYLE, ILE MAM WZROSTU;