Błękitny dom nad jeziorem – Katarzyna Janus

NA PÓŁCE „PRZECZYTANE” – 27.09.2020

Wydawnictwo: Filia
Data wydania: 23 wrzesień 2020
ISBN: 978-83-8195-244-6
Liczba stron: 418

Po najnowszą powieść Katarzyny Janus „Błękitny dom nad jeziorem” sięgnęłam podczas mojego kilkudniowego wypadu na Mazury. Pomyślałam, że fajnie będzie przeczytać jakąś mazurską opowieść odwiedzając Mrągowo, Mikołajki, Giżycko, czy Ryn. I powiem szczerze, że był to naprawdę dobry pomysł, a sama lektura dostarczyła mi sporo przyjemności.

Trzydziestokilkuletnia Antonina przenosi się z Leszna do małej miejscowości Mrówki nieopodal Mrągowa. Dom z duszą odziedziczony po zmarłej ciotce z zaniedbanym ogrodem urzeka bohaterkę swoją atmosferą i sporym potencjałem. Tosia od samego początku ma pomysł na to miejsce i konsekwentnie, krok po kroku, dąży do realizacji zamierzonego celu. A że pieniadze ze spadku pozwalają na wyremontowanie i adaptację tej nieruchomości na pensjonat bohaterka od razu zabiera się do pracy. Na jej drodze niespodziewanie pojawia się Kuba – tajemniczy mężczyzna, który deklaruje pomoc przy remoncie, ale jednocześnie ukrywa swoją prawdziwą tożsamość. Potem do błękitnego domu Antoniny trafia pobita przez chłopaka Zosia – sprzedawczyni z miejscowego sklepu, a za jakiś czas także spodziewająca się dziecka Paulina, która przyjeżdża na Mazury za ojcem swojego dziecka. W ten sposób Tosia zyskuje prawdziwe przyjaciółki i pomocnice. Wszystko wydaje się dobrze układać, jedynie burzliwa relacja z Kubą – facetem, który z jednej strony przyciąga Tosię, z drugiej ją odpycha, wprowadza do życia bohaterki sporo zamieszania..

„Błękitny dom nad jeziorem” wydaje się z pozoru bardzo zwyczajną historią o popularnej fabule. I gdyby nie pewien stary pamiętnik odnaleziony na strychu, który przenosi Antoninę, a wraz z nią także nas, czytelników do czasów sprzed II wojny światowej, powieść zapewne nie wyróżniałaby się zbytnio. Notatki w dzienniku opisujące historię romantycznej miłości polskiej dziewczyny i Niemca o żydowskim pochodzeniu intrygują i zastanawiają podobnie jak historia dwóch osobliwych precjozów – pamiątek rodzinnych sprzed lat. Czy to możliwe, aby męski złoty zegarek marki Rolex oraz unikatowa damska bransoletka wytwarzały między sobą szczególne oddziaływanie?… Jedno jest pewne, dzięki tym historiom, niby pobocznym, ale jednak znaczącym książka bardzo zyskuje w ostatecznym odbiorze.

Moim zdaniem to właśnie zdarzenia z dawnych czasów najbardziej ciekawią w tej powieści i żałuję, że autorka potraktowała je tak marginalnie. Myślę, że rozbudowanie płaszczyzny dotyczącej czasów przedwojennych oraz jej uszczegółowienie sprawiłoby czytelnikom ogromną frajdę i uczyniło tę opowieść jeszcze lepszą i jeszcze bardziej interesującą. Zabrakło mi też trochę takich typowych mazurskich klimatów, opisów niektórych miejsc, atmosfery tamtych miasteczek. Zamiast podróży do Sztokholmu, gdzie autorka wysłała bohaterów, wolałabym po prostu dłużej delektować się Mazurami.

„Błękitny dom nad jeziorem” to powieść, po którą warto sięgnąć. Ta bardzo przyjemna historia sprawi, że zwrócicie uwagę na to, co w życiu ważne. Być może zdobędziecie się na to, aby kogoś przeprosić, albo komuś wybaczyć. Być może uwierzycie w zwykłą ludzką życzliwość i dobro, którym warto się dzielić. Być może zastanowicie się nad własnymi emocjami, problemami i zdecydujecie na zmiany. Być może otworzycie się na świat i ludzi. A na pewno spędzicie bardzo miłe chwile w towarzystwie nietuzinkowych bohaterów, którym nie zawsze wszystko się udaje, ale których po prostu nie można nie polubić.

Książka Katarzyny Janus miała swoją premierę przed kilkoma dniami, więc czeka już na Was w księgarniach. Polecam jej lekturę przede wszystkim wielbicielom powieści obyczajowych z tajemnicą w tle. Jeśli zagadki sprawiają Wam frajdę, to znajdziecie je wśród mazurskich lasów i łąk w „Błękitnym domu nad jeziorem”. Warto tam zajrzeć!

Za egzemplarz książki dziękuję wydawnictwu

 

 

Książka bierze udział w wyzwaniach:
 OLIMPIADA CZYTELNICZA; ŁÓW SŁÓW;
PRZECZYTAM TYLE, ILE MAM WZROSTU;

Marzenia, które się spełniają – Agnieszka Krawczyk

NA PÓŁCE „PRZECZYTANE” – 15.09.2020

Cykl wydawniczy: Ulica Wierzbowa 3
Wydawnictwo: Filia
Data wydania: 2 wrzesień 2020
ISBN: 978-83-8195-214-9
Liczba stron: 440

Dziś słów kilka o marzeniach, które się spełniają nie tylko na ulicy Wierzbowej w Uroczynie, ale również w życiu każdego z nas. Bo należy pamiętać, że szczęście uśmiecha się do tych, którzy potrafią dać mu szansę, zaryzykować i po prostu marzyć jak mówi Agnieszka Krawczyk – autorka trylogii „Ulica Wierzbowa”. Ostatnią częścią tej klimatycznej opowieści jest najnowsza książka zatytułowana „Marzenia, które się spełniają”. Jej premiera miała miejsce z początkiem września.

To już ostatnia wizyta w Uroczynie, ostatnia kawa z ciastem w urokliwej kawiarence „Wiśniowe drzewo” usytuowanej przy samym Ryneczku, ostatnia herbatka na werandzie w willi Leśna Struga u Flory Majewskiej i ostatni spacer ulicą Wierzbową, przy której życie toczy się swoim własnym tempem…

Z prawdziwą przyjemnością powróciłam do znanych mi wcześniej miejsc, odwiedziłam sympatycznych, ale niezwykle oryginalnych bohaterów i na kilka godzin zupełnie przepadłam czytając o marzeniach, które naprawdę się spełniają. Każdy z sąsiadów na Wierzbowej miał tyle do opowiedzenia, a że niegrzecznie jest przerywać, to całą tę historię przeczytałam dosłownie jednym tchem od pierwszej do ostatniej strony. Jak na tak niewielkie miasteczko zdarzeń naprawdę nie brakuje i aż dziw bierze, że wszystkie one są udziałem tak niewielkiej społeczności. Bardzo chcemy jak najszybciej poznać rozwiązania rozpoczętych wątków, trzymamy mocno kciuki za bohaterów i kibicujemy im w podejmowanych decyzjach. Marzenia, które się spełniają nie pozwalają nam na znudzenie, czy znużenie. Za to pozostawiają otwartą furtkę dla naszej wyobraźni, i dalej to właśnie my, czytelnicy, możemy tworzyć dla bohaterów własne scenariusze.

Późnym wieczorem pełna optymizmu i dobrych wrażeń wyjechałam z Uroczyna wierząc, że ścieżki bohaterów zaprowadzą ich prosto do obranych celów. I choć to małe, prowincjonalne miasteczko jest nieco baśniowe i momentami zatraca swój realizm, to wizyta w tym miejscu pozwala nam nabrać dystansu do zwykłej, szarej codzienności, dostrzec wartości, o których na co dzień zapominamy i uwierzyć, że nie ma rzeczy niemożliwych. Na wiele spraw mamy przecież wpływ, tylko czasem brakuje nam odwagi. Sąsiedzi z Wierzbowej to zupełnie zwyczajni ludzie o niezwyczajnych sercach, którzy starają się kierować przede wszystkim dobrem drugiego człowieka. I choć mają swoje wady, czasem działają impulsywnie, popełniają błędy, to zawsze są gotowi do pomocy i starają się obierać właściwą drogę.

„Marzenia które się spełniają” to bardzo pozytywna lektura, z której można czerpać radość, dobro i optymizm. Podobnie jak dwie poprzednie części zachęca do przemyśleń i wyciągania wniosków. Rozbudza wiarę w ludzi i jest swego rodzaju drogowskazem w dążeniu do wyznaczonych celów. Warto więc sięgnąć po wszystkie trzy powieści z cyklu „Ulica Wierzbowa”, odwiedzić Uroczyn i poznać nietuzinkowych łudzi, z których każdy jest prawdziwym indywidualistą. To historia, która pozostanie na dłużej w naszej pamięci, a Uroczyn będzie miejscem, do którego chce się wracać.

Polecam serdecznie.

Za egzemplarz książki dziękuję wydawnictwu

Książka bierze udział w wyzwaniach:
 OLIMPIADA CZYTELNICZA; ABECADŁO…; ŁÓW SŁÓW;
POD HASŁEM; PRZECZYTAM TYLE, ILE MAM WZROSTU;

W cieniu – Diane Chamberlain

NA PÓŁCE „PRZECZYTANE” – 13.09.2020

Tłumaczenie: Magdalena Moltzan – Małkowska
Tytuł oryginału: The Shadow wife
Seria wydawnicza: Kobiety to czytają!
 Wydawnictwo: Prószyński i s-ka
Data wydania: 11 sierpień 2016
ISBN: 978-83-8069-428-6
Liczba stron: 400

Jedno popołudnie i wieczór i lektura kolejnej powieści Diane Chamberlain już za mną. Tym razem zdecydowałam się na przepiękną i niezwykle emocjonującą opowieść o przyjaźni, miłości, rodzinie, życiowych dylematach, wierze i nadziei zatytułowaną „W cieniu”.

Autorka przenosi nas do słonecznej Kalifornii gdzie poznajemy przesympatycznych bohaterów – pracowników ośrodka pomocy społecznej przy szpitalu w Monterey. Joelle, Liam i jego żona Mara tworzą zgrany team, przyjaźnią się od lat i nic nie jest w stanie zniszczyć tej więzi. Kiedy Mara na skutek komplikacji przy porodzie doznaje uszkodzenia mózgu Liam i Joelle starają się walczyć o nią wszelkimi możliwymi sposobami. Uciekają się nawet do wypróbowania metod medycyny alternatywnej, choć nie do końca wierzą w skuteczność tego typu terapii. W ten sposób do ich grona dołącza nieco tajemnicza Carlynn Shire – kobieta posiadająca niezwykły dar uzdrawiania oraz jej rodzina – siostra Lizbeth, mąż Alan, szwagier Gabe oraz matka Delora. To właśnie Mara staje się łącznikiem pomiędzy dwiema płaszczyznami – teraźniejszością i przeszłością, które płynnie się przenikają z zachowaniem właściwej chronologii zdarzeń.

Warto zauważyć, że bardzo szerokie grono bohaterów, wśród których znajduje się jeszcze Sheila – teściowa Liama, jego mały synek Sam, rodzice Joelle, przyjaciele i pracownicy szpitala wcale nie wprowadza chaosu. To duża sztuka, aby taką liczbę postaci wyposażyć w kompletnie różne charaktery, podarować im zupełnie odmienne osobowości i sprawić, że każdy bohater to indywidualista. Tak jak zazwyczaj w swoich powieściach i tutaj autorka odwołuje się do przeszłości bohaterów, która jest prawdziwym wyzwaniem. Wydarzenia opisuje dość szczegółowo nie oceniając i nie narzucając czytelnikowi swojego zadania. To do nas należy osąd i wyrobienie sobie własnego poglądu na sytuację.

Diane Chamberlain podjęła w tej powieści sporo tematów, którym warto się bliżej przyjrzeć. Niektóre zostały jedynie zasygnalizowane, a innym autorka poświęciła więcej uwagi. Ciężka choroba, niepełnosprawność, tragedia, praktyki medycyny alternatywnej, stosunki w rodzinie na płaszczyźnie rodzice – dzieci, ale również tworzenie zamkniętych społeczności, tzw. komun, gdzie ludzie żyli bez żadnych zahamowań, w zgodzie z naturą – to wszystko sprawia, że książkę czyta się z dużym zainteresowaniem. Mamy też pewne elementy zaskoczenia oraz tajemnicę z przeszłości, ale tym razem szybko udało mi się ją odkryć, podobnie jak zamysł autorki co do finału. Jest miłość, przyjaźń, poświęcenie, życiowe dylematy, trudne wybory, ale są też przede wszystkim emocje, które towarzyszą nam od pierwszej do ostatniej strony.

„W cieniu” to jedna z tych powieści, w których tytuł tak bardzo współgra z treścią i fabułą, że trudno sobie wyobrazić jakiś inny. Cień ma tu wiele wymiarów, otula bohaterów i staje się nieodłącznym elementem ich życia. Tak jak w przeszłości Lizbeth żyła w cieniu Carlynn – swojej siostry bliźniaczki, tak w czasach współczesnych Joelle pozostaje w cieniu swojej przyjaciółki Mary. Na obu płaszczyznach czasowych nieprzewidziane zdarzenia losowe kładą się cieniem na dalszym życiu bohaterów zmieniając je w zupełnie nową rzeczywistość.

Jeśli lubicie ciekawie napisane powieści obyczajowe, historie niebanalne, dające do myślenia to „W cieniu” Diane Chamberlain będzie trafnym wyborem.

Polecam serdecznie.

Książka bierze udział w wyzwaniach:
 OLIMPIADA CZYTELNICZA; ABECADŁO…;
POD HASŁEM; PRZECZYTAM TYLE, ILE MAM WZROSTU;